Kryzys męskości trwa od dłuższego czasu, a mężczyźni naprawdę mało wiedzą o swojej seksualności. Mężczyźni gubią się, jak tylko wychodzą z okresu tak zwanego automatyzmu seksualnego. Pomiędzy 16. a 25. rokiem życia nie musza wiele myśleć o własnej seksualności, bo odpowiadająca za ich sprawność w tej sferze norma testosteronu jest bardzo wysoka – kilka razy wyższa niż kiedykolwiek później. Wzwód jest z automatu. I wraca za każdym razem, kiedy go potrzebują. Ale po 25. roku życia ten automatyzm się kończy, zaczynają się niepowodzenia. Razem z nimi w życie mężczyzny wkradają się lęk i przerażenie – nie mam wzwodu, jestem słabym kochankiem, koniec świata! Czują się pozostawieni samym sobie, bo matka natura już nie pomaga. Nie mają pojęcia, że powinni się zdać na relację z partnerką czy partnerem. Często nie mają pojęcia, jak w ogóle funkcjonują ich narządy płciowe, dlaczego w niektórych okolicznościach lepiej, a w innych źle. Dojrzały mężczyzna potrzebuje więcej bodźców i nie powinien się porównywać do młodych mężczyzn, tylko zadbać o swoją seksualność.

Badania wskazują, że prawie połowa (42%) mężczyzn w Polsce ma stałe problemy z seksem. Do 25. roku życia stałe problemy ze wzwodem ma co czwarty facet, między 30. a 40. rokiem życia – już prawie co trzeci, 40-50lat – ponad połowa, potem około 70 procent. Obok problemów z erekcją, najczęstszymi problemami  z seksem są: lęk zadaniowy, przedwczesny wytrysk, brak orgazmu oraz niechęć do seksu.

36% facetów w stałych związkach regularnie się od współżycia wykręca. Winy wcale nie ponosi poziom testosteronu, ale codzienne zaniedbania: bark aktywności fizycznej, snu, stres, przejadanie się i towarzysząca temu otyłość.

Problem się pogłębia m.in. z powodu zmian cywilizacyjnych – szybkiego tempa życia, przeciążenia pracą, siedzącego trybu pracy czy fastfoodowej diety. Ale też mężczyznom dziś jest trudniej ze względu na zmiany kulturowe – z powodu kobiecej emancypacji w dziedzinie seksu. Kobiety decydują o sobie, o tym, czy i jak realizują swoje potrzeby seksualne. I jeśli nawet mężczyźnie się nie chce, musi to wziąć na klatę, musi się jakoś wytłumaczyć, nie może się już z tym problemem schować pod płaszczykiem macho. Próbują kochać się na siłę: raz, drugi, trzeci, a gdy nie działa, kupują w internecie wspomagacze. Najchętniej bez recepty, bo to wymaga mniej wysiłku, no i nie ma wstydu.

Badania pokazują, że w Polsce w stałych związkach seks uprawia się raz na dwa, raz na trzy tygodnie. Raz w tygodniu, czasami kilka razy występują inne aktywności seksualne, czyli pieszczoty, pocałunki, seks oralny.

U mężczyzn występuje lęk zadaniowy (60% facetów) na zasadzie: jestem z kochanką, a czuję się jak u pani profesor na egzaminie, muszę się sprawdzić, wykazać się, nie mogę się okazać słaby. Partnerka musi mieć cztery orgazmy pod rząd, ja też co najmniej dwa, a jeśli się nie uda, to nie potwierdzę sobie, że jestem samcem alba, czyli moje życie się kończy.

Około 58% mężczyzn dzieli kobiety na dwie kategorie: madonna lub ladacznica. Kobieta dla nich albo jest madonną – do małżeństwa, rodzenia dzieci, domu – albo jest ladacznicą – wyuzdaną, otwartą na rozmaite doświadczenia seksualne. W domu szukają poczucia bezpieczeństwa, a pożądania na mieście – nawet młode pokolenie, wychowane na masowo dostępnej pornografii. Wielu mężczyzn pornografią kompensuje sobie utratę kontroli nad seksem w świecie rzeczywistym.

Penis nie jest bytem autonomicznym, a w seksie przede wszystkim chodzi o kontakt ze swoimi emocjami i umysłem. Największym organem seksualnym jest mózg, a nie penis. Jeśli nie zadbamy o emocje i klimat, ciało nie będzie podążać za naszymi seksualnymi usiłowaniami.

(wywiad z Andrzejem Gryżewskim, psychologiem, seksuologiem, Uroda Życia)

Kategorie: Seks