Wraz z wybuchem rewolucji przemysłowej straciliśmy więź z naturą. Pojawiła się para, pociągi dały nam możliwość szybkiego przemieszczania się, wymyśliliśmy sztuczne oświetlenie, były już zegary, które odmierzały nam czas. Dziś to praca jest nasza najważniejsza wartością. Przez pracę budujemy tożsamość. Poprzez pracę widzimy swoją przydatność, poprzez nią siebie definiujemy.

W korporacji ludzie tego jednak nie odczuwają, bo służą czemuś innemu niż doskonalenie samego siebie i swoich cech charakteru. W korporacji jesteś po to, aby pomnażać majątek udziałowców. Człowiek, który traci pracę bywa załamany i traci poczucie własnej wartości, bo to z pracą się właśnie utożsamiał. Ale ten stan uszkodzenia mija i nagle pojawia się wśród zwolnionych rodzaj euforii. Nagle się żywią czymś innym – poczuciem jakiejś wolności. Ale po tej pierwszej euforii przychodzi wyrównanie, bo życie opiera się na naturalnej harmonii.

Łatwo popadamy w rodzaj niewolnictwa wobec wyobrażeń, co jest rzeczywiście warte w życiu. Największą wartość upatrujemy w statusie i poziomie życia, który i tak na ogół osiągamy na kredyt. Mamy w sobie naturalną odporność, której sami sobie nie uświadamiamy, dopóki jej nie wypróbujemy. Ona da nam siłę, kiedy będzie nam rzeczywiście potrzebna.

W Polakach jest wciąż jakiś rodzaj zachłyśnięcia się dobrami materialnymi. Wiadomo z różnych badań, że młodzi ludzie na Zachodzie nie mają takiego poczucia, że muszą posiadać. Ważniejsze staje się dla nich poczucie, że mogą czymś dysponować. Za to nasze przywiązanie zapłacimy kiedyś ogromną cenę, bo przez 30 lat życia będziemy niewolnikami mieszkania na kredyt. A później nie ma już w nas tej dawnej energii, radości życia, bo oto w imię poczucia bezpieczeństwa i owczego pędu zmarnowaliśmy bardzo dużo czasu. W monotonii, którą wyznacza nam tryb praca-dom-spłacanie kredytu, te 30 lat mija ekstremalnie szybko.

Sprawa polega na fundamentalnym zastanowieniu się nad własnym życiem. Tego właśnie nie robimy. Wpadamy w pewne tryby tego, co Sokrates nazywa nieświadomym życiem. Tak jesteśmy przywiązani do tego, że nigdy nie zadajemy sobie pytań o sens. Tak bardzo jesteśmy zahipnotyzowani najpierw własną edukacją, a później karierą, dobrami materialnymi i rodziną, że nie znajdujemy pięciu minut, aby zadać sobie pytanie: „Czego tak naprawdę chcemy?”.

(wywiad z Marcinem Fabjańskim, filozofem, Wysokie Obcasy Extra, maj 2017)

Kategorie: Społeczeństwo